O mnie
Życie to sztuka kochania się z życiem.
Mam na imię Joanna. Od dziecka towarzyszyło mi poczucie, że świat jest czymś więcej niż tylko tym, co możemy zobaczyć i dotknąć. Fascynowało mnie to, co niewidzialne – energia, duchowość, ludzka psychika, nasze emocje i wewnętrzny świat. Zawsze chciałam trochę bardziej zajrzeć pod powierzchnię i zrozumieć, dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, co nami kieruje i dokąd prowadzą nas doświadczenia, które pojawiają się w naszym życiu.
Z biegiem lat poznawałam różne drogi i praktyki. Medytację, jogę, pracę z oddechem, uważność, pracę z emocjami i własnymi schematami. Czytałam, podróżowałam, doświadczałam i sprawdzałam przede wszystkim na sobie. Nie szukałam jednej metody, która wyjaśni mi wszystko. Bardziej interesowało mnie to, co dane doświadczenie pozwala mi zobaczyć i czego dzięki niemu mogę dowiedzieć się o sobie.
Były na tej drodze doświadczenia bardzo piękne, ale były też takie, których jako człowiek z pewnością bym dla siebie nie wybrała. Z czasem zaczęłam jednak patrzeć również na nie jak na część większej historii. Czasami dopiero kontrast pokazuje nam, czego naprawdę pragniemy. Trudne doświadczenie obnaża schemat, którego wcześniej nie dostrzegaliśmy. Zmusza nas do zatrzymania się i zadania sobie pytania, którego przez długi czas unikaliśmy.
Właśnie z takiego postrzegania życia wyrasta Radosna Dusza. Nie oznacza dla mnie życia, w którym człowiek powinien być cały czas szczęśliwy i uśmiechnięty. Wierzę, że dusza rozwija się poprzez doświadczenie, a życie daje nam niezliczone możliwości poznawania siebie. Radość duszy rozumiem więc głębiej, jako radość płynącą z samego doświadczania, wzrastania, odkrywania i coraz pełniejszego bycia w życiu.
Twórczość była ze mną od początku.
Rysowałam właściwie od dziecka. Pamiętam też szczególną rzecz, która znajdowała się w naszym domu – stary, zwinięty szkic wykonany przez mojego dziadka podczas II wojny światowej.
Dziadka nigdy nie poznałam. Był żołnierzem, walczył na Oksywiu, dostał się do niewoli i lata wojny spędził w obozie jenieckim. Właśnie stamtąd wysłał mojej babci rysunek przedstawiający miejsce, w którym przebywał – swoją celę. Jako dziecko rozwijałam ten stary rulon i przyglądałam się narysowanej przez niego przestrzeni. Było w tym dla mnie coś niezwykłego. Człowieka, który stworzył ten rysunek, nigdy nie spotkałam, a mimo to poprzez coś, co pozostawił po sobie, mogłam w pewien sposób go dotknąć i poczuć jego obecność.
Dziadek nie był zawodowym artystą. Po wojnie zajmował się między innymi budowaniem pieców, ale rysował, rzeźbił i wykonywał piękne drewniane przedmioty. Pamiętam szkatułki układane z różnych rodzajów i kolorów drewna w niewielkie mozaiki. Być może właśnie wtedy, zupełnie nieświadomie, zaczęła rodzić się we mnie myśl, że w tym, co tworzymy własnymi rękami, może pozostać po nas coś więcej niż sam przedmiot.
Od najmłodszych lat podpisywałam swoje rysunki nazwiskiem Ratajczyk. Wiele lat później, kiedy po ślubie moje nazwisko się zmieniło, nadal podpisywałam nim swoje obrazy. Było już nie tylko nazwiskiem panieńskim. Stało się częścią mojej artystycznej historii.
Droga, którą na długo odłożyłam.
Kiedy kończyłam szkołę podstawową, podczas wakacyjnego wyjazdu poznałam dziewczynę, która dostała się do liceum plastycznego w Gdyni. Wcześniej nawet nie wiedziałam, że istnieją takie szkoły. Pamiętam, jak oglądałam jej rysunki i pomyślałam, że przecież ja również potrafię rysować. Po raz pierwszy pojawiła się wtedy bardzo konkretna myśl: może ja też mogłabym tam uczyć się?
Do szkoły plastycznej ostatecznie nie trafiłam. Później pojawiła się jeszcze możliwość nauki u profesjonalnego artysty, ale była związana z poprawieniem moich wyników w szkole. Nauka w takim szkolnym rozumieniu nigdy nie przychodziła mi łatwo. Mam dysleksję i dysortografię, zapamiętywanie dużych ilości materiału było dla mnie trudne i mimo starań nie udało mi się spełnić postawionych wtedy warunków.
Później życie bardzo szybko poszło w inną stronę. Dorosłość, macierzyństwo, praca i codzienne obowiązki sprawiły, że marzenie o nauce sztuki gdzieś po drodze zostało odłożone.
Było też coś jeszcze. Przez pewien czas moje rysunki były porównywane przez bardzo bliską mi wtedy osobę z pracami osoby, która miała za sobą edukację plastyczną. Oczywiście w takim zestawieniu moje wypadały gorzej. Usłyszałam nawet kiedyś, że swoje prace mogę sobie co najwyżej powiesić w piwnicy.
Byłam wtedy bardzo młoda i chyba nie potrafiłam jeszcze oddzielić czyjejś opinii od tego, co sama czułam. Z czasem coraz mniej wierzyłam w swoje możliwości, aż w końcu właściwie przestałam tworzyć.
Powrót do malowania.
Minęło wiele lat. Pracowałam zawodowo jako fotograf, tworzyłam w zupełnie inny sposób, aż przyszedł moment, w którym poczułam ogromne wypalenie. Nie wiedziałam już, co właściwie chcę robić dalej.
Pewnego dnia usiadłam w ciszy. Zaczęłam rytmicznie oddychać, skupiając uwagę na sercu, i weszłam w stan koherencji. Wtedy pojawiła się bardzo wyraźna wizja.
Zobaczyłam siebie przed dużym płótnem. Grała muzyka, a ja poruszałam się w jej rytmie, właściwie tańczyłam podczas malowania i rzucałam farbami na obraz. Było w tym mnóstwo ruchu, koloru, ekspresji i wolności.
Pamiętam, że kiedy później mój mąż zapytał mnie: „Ale co ty właściwie chcesz pokazać tym malowaniem?”, nie umiałam mu tego racjonalnie wytłumaczyć. Powiedziałam wtedy coś, co pamiętam do dzisiaj:
„Nie wiem. Po prostu chcę malować z serca, tak jak by obraz miał część mojej duszy”.
Myślę, że właśnie w tym zdaniu było wszystko, czego wtedy szukałam. Chciałam malować to, co mi w duszy gra. Przenieść na obraz emocję, energię, historię, coś z mojego wewnętrznego świata – nawet jeśli nie zawsze potrafiłam to nazwać.
Niedługo później znalazłam Vedic Art i zetknęłam się z malowaniem intuicyjnym. Ukończyłam pierwszy, a później drugi stopień. Sam Vedic Art był innym doświadczeniem niż moja wizja, tam malowałam w ciszy, ale dał mi coś, czego bardzo potrzebowałam. Pozwolił mi wrócić do tworzenia bez ciągłego zastanawiania się, czy potrafię, czy robię to prawidłowo i czy to, co powstaje, jest wystarczająco dobre.
Po wielu latach znowu zaczęłam malować.
Intuicja i warsztat.
Malowanie intuicyjne przywróciło mi swobodę tworzenia, ale gdzieś we mnie nadal pozostało dawne pragnienie, żeby naprawdę nauczyć się rysunku i malarstwa. To, które pojawiło się jeszcze wtedy, kiedy jako nastolatka po raz pierwszy dowiedziałam się, że istnieje szkoła plastyczna.
Po latach do niego wróciłam. Dziś uczę się podstaw akademickiego rysunku i malarstwa, poznaję technikę, kompozycję, kolor, światło i zasady, których wcześniej nie znałam. Patrząc na niektóre swoje dawne obrazy, widzę rzeczy, które z dzisiejszą wiedzą zrobiłabym inaczej. Nie odbiera im to jednak wartości.
Powstawały z innego miejsca.
Nie chcę wybierać pomiędzy intuicją a warsztatem. Warsztat daje mi coraz więcej narzędzi, a intuicja pozwala mi używać ich po swojemu. Jedno nie musi odbierać miejsca drugiemu.
Od Ratajczyk do Ratayi.
Przez wiele lat podpis Ratajczyk łączył mnie z moimi korzeniami, z dziadkiem, którego znałam jedynie poprzez pozostawione przez niego rzeczy, i z dziewczynką, która od najmłodszych lat chciała rysować.
Z czasem poczułam jednak, że moja twórczość potrzebuje własnego imienia.
Tak powstała Rataya – mój pseudonim artystyczny. Zachowałam w nim ślad nazwiska Ratajczyk, ale jednocześnie stworzyłam coś własnego. Dla mnie Rataya nie jest odcięciem się od wcześniejszej historii. Jest jej dalszym ciągiem i kolejnym etapem mojej drogi jako artystki.
Dziś buduję dla Ratayi osobną przestrzeń, poświęconą już wyłącznie mojemu malarstwu. Natomiast Radosna Dusza pozostaje czymś szerszym.
Jest miejscem, w którym mogę dzielić się tym, czego sama doświadczam i co pomaga mi poznawać siebie. Dzisiaj ważną częścią tej przestrzeni jest malowanie intuicyjne. Jutro może pojawić się w niej coś nowego, bo ja również cały czas się zmieniam, uczę i doświadczam.
Nie mam jednej odpowiedzi na to, jak powinno się żyć ani jednej drogi, którą każdy powinien podążać. Mam za to ciekawość. Lubię sprawdzać, doświadczać, obserwować siebie i przyglądać się temu, co życie próbuje mi pokazać.
I chyba właśnie tym jest dla mnie Radosna Dusza – przestrzenią doświadczania życia i spotykania siebie coraz pełniej po drodze.
“Mylisz się myśląc, że wszystko, co chcesz osiągnąć, zaprowadzi cię do miejsca, gdzie nie będziesz musiał nic więcej robić. Nigdy nie nadejdzie czas, kiedy będziesz mógł powiedzieć: “Teraz to już koniec, nie ma nic więcej do zrobienia”. Jeśli tak myślisz, to jesteś skamieniały, próbując wszystko złapać i później to utrzymać”
“Z drugiej strony, jeśli podejmujesz życiowe wyzwania, masz odwagę iść naprzód, zmieniać rzeczy, egzaminować siebie, nie przywiązywać się do rzeczy, zawsze starać się działać lepiej i osiągać więcej, wtedy naprawde zrozumiesz, o co chodzi w tym życiu. Zamiast kurczowego trzymania się życia, będziesz je czuć i ono zacznie w tobie żyć. W ten sposób popłyniesz strumieniem życia, krok po kroku zaczniesz je rozumieć. Wtedy wkroczysz na drogę – drogę Światła, którą stopniowo będziesz mógł odkrywać.”
Tekst pochodzi z książek “Mądrość Mistrza Morii”

